2008-09-29
Chorowitkowy Dzień
hmmm... co by tu napisać o tym dniu... Niby zwyczajny dzień, ale niezwykle pociągający w każdym znaczeniu tego słowa. Zaczęło się od tabletek tłumiących chorobę i nutek od rana mi towarzyszących: "a miało być tak pięknie, a miałam się nie uczyć dziś, ale przede wszystkim miałam się dziś bawić, bawić..." Dziwnym trafem życzenie się tego wieczoru spełniło, poniekąd spodziewanym spotkaniem 4 robaczków w pubie. Po wzruszającym odśpiewaniu toastu ku zdrowiu i wręczeniu prezentu nastąpiła zmiana lokalu, gdzie przyszedł czas posłać po Wielkiego Szeryfa. Był nieprzewidzianym przeze mnie gościem na przyjęciu, ale dostarczył nie lada zabawy i uśmiechu wszystkim zebranym wokoło niego. Trza było jednak wziąć poprawkę na to, że to on znalazł się bardzo szybko w centrum zainteresowania a nie szanowna jubilatka owego dnia. Załoga robaczkowa w składzie: szopen, goliat, chrząszcz i agowa postanowiła ukrócić mu więc tę uciechę i zdecydowanie uszczupliła wynoszącego się nad stołem szeryfa. Jednak szeryf nie dawał za wygraną i przyprawiał rozprawiającym nad nim wypieki oraz ostre okrzyki radości. Ostatecznie, Szeryfa znacznie uszczuplonego wyproszono od stołu coby nie mieszał atmosfery przyciągającego uwagę otoczenia. Tego zaszczytnego wyczynu dokonał nasz niepozorny goliat. Tymczasem robaczki po zatankowaniu odpowiedniej ilości chłodzącej benzynki wybrały się na spacer piotrkowską w poszukiwaniu ciekawych kijów bilardowych. Chrząszcz w sposób zawodowy posługiwał się narzędziem gry celując z ramienia. Chopen zaś popisywał się pokonywaniem sytuacji ciężkich i niemożliwych...Szalony dzień zakończyła podróz wesołym autkiem po odetkanych łódzkich wykopaliskach. Pociągający dzień szopena chorowitka z rodzinki zmarzluchów, co w łapce trzymał smarkajkę można było uznać za zamknięty. Spragnione snu robaczki zawinąwszy się w swoje kokony koło godziny drugiej posnęły w swych domach z charakterystycznym Jokerem na twarzy przyklejonym (niektórzy nazywają go bananem). Było super...oby więcej takich urodzin i co najmniej w takim wariackim gronie:) ...
2008-09-25
opowieść o nudopracy
Nudopraca, cóż to takiego? To taki jakiś dziwny wynalazek społeczeństwa. To jeden z podgatunków często spotykanej rodziny tzw. pracy. Człowiek wstaje o godzinie 6 rano i radośnie zmierza w kierunku malowniczych ścian w okolicach centrum Łodzi, po drodze zwiedzając kolejne szlaki ku budynkowi słynnemu wiodące, podziwiając stojące w cudownym naszym miastowym korku, wsłuchując się w muzykę silników barwnych aut o najróżniejszych, wymyślnych kształtach. Słynny ów budynek jest czczony niczym świątynia, gdzie wierni z pieśnią o radosnej podróży każdego dnia wpisują się na listę obecności i tanecznym krokiem ruszają w kierunku stanowiska pracy. Teraz wreszcie nadchodzi moment kulminacyjny (rodem z Hitchcocka). Zasiada człek przed swoim monitorem i zagłębia się w tajniki sieci. Wreszcie jest w swoim ukochanym miejscu przed monitorem czasoprzestrzeni. Dzięki tej niezwykłej maszynie człowiek zwiedza cały świat nie ruszając się z miejsca oraz przywołuje miejsca niedawno odwiedzone przeglądając tysiące zdjęć. Nie wiadomo kiedy mija 8 godzinna podróż i wracać trzeba do szlaku punktu startowego i rozstania z monitorem czasoprzestrzeni, zwanym niekiedy połykaczem czasu. Człowiek pakuje się i jedzie do miejsca noclegowego podziwiając barwność pieśni korkowej drugiego pasa ruchu i tęskniąc do stanowiska biurkowego. Oto i opowieści mojej nadchodzi kres, gdyż każdy dzień to nowe wyzwanie, nowa podróż początek mająca w budoświątku łódzkim, gdzie po miesiącu nudopracy cudownej człowiek jeszcze zapłatę odbiera za możliwość zachwytu przepięknymi przygodami, choć zaplątanymi w sieci globalnego pająka...
2008-09-24
Powstanie Bloga
Nastał wielki dzień dla wielkiej osoby :) Teraz to świat wreszcie będzie mógł o mnie usłyszeć / przeczytać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)